- To nie jest kwestia polityczna, tylko matematyka. Nie spłacimy, bo nie mamy - tak z rozbrajającą szczerością wyznał niedawno gubernator Javier Garcia Padilla. Trochę to przypomina kwestię szatniarza z "Misia" Stanisława Barei: "Nie mamy pana płaszcza i co nam pan zrobi?". Byłoby równie śmieszne, gdyby nie fakt, że efekty odczuwa trzy i pół miliona mieszkańców Portoryko.

Ponad 40 proc. z nich żyje poniżej poziomu ubóstwa. Ok. 150 państwowych szkół zostało w ostatnich dwóch latach zamkniętych z braku pieniędzy. W zeszłym miesiącu odcięto prąd w zadłużonym szpitalu w mieście Guayama. Elektrownia, która sama jest zadłużona po uszy, zastrzegła, że przed wyłączeniem pozwolono dokończyć chirurgom wszystkie akurat trwające operacje.

Co dalej? Niejeden tylko wzruszy ramionami i powie: no cóż, nie trzeba było tyle pożyczać! Ale taka odpowiedź będzie w tym przypadku błędna.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej