Austria stanie się zapewne pierwszym krajem UE, na którego czele stanie polityk ewidentnie skrajnie prawicowej partii. A to będzie dopiero początek, bo w 2018 r. Wolnościowcy wygrają wybory parlamentarne i wystawią swojego kanclerza. Dziś w sondażach mogą liczyć na co trzeci głos.

W 2000 r., gdy FPÖ weszła do austriackiego rządu jako partner chadecji, oburzona Europa nałożyła na Wiedeń dyplomatyczne sankcje. Ale tym razem Austrii to nie grozi.

Po pierwsze dlatego, że 16 lat temu bojkot ze strony Europy nic nie dał. Po drugie, FPÖ jest już inną partią. W 2000 r. kierował nią Jörg Haider, rasistowski premier Karyntii, który lżył Żydów i gloryfikował weteranów Waffen SS. A obecny szef Wolnościowców, Heinz Christian Strache, tępi w szeregach wszelkie przejawy antysemityzmu, wręcz przyjaźni się z politykami izraelskiej prawicy, tematu nazistowskiej przeszłości nie dotyka. A że domaga się szybkiej rozprawy z cudzoziemcami, którzy chcą azylu w Austrii? W dobie kryzysu migracyjnego domaga się tego nie tylko skrajna prawica, ale wiele partii głównego nurtu. O wybrykach sprzed dekady nikt już nie pamięta.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej