Przedstawiciele Ministerstwa Edukacji jeżdżą po kraju z kotem w worku. Nie wyjmują go stamtąd, za to każą o nim debatować. Może należy wydłużyć mu wąsy? A może obciąć uszy? Tak wyglądają prowadzone w całym kraju przez PiS spotkania na temat zmian w edukacji.

Tego, w którą stronę mają pójść zmiany, rząd nie ujawnia. Tymczasem, aby o nich debatować, konieczne jest nakreślenie ich kierunku. Nie musi to być jeden słuszny kierunek. Pomysłów na to, w którą stronę ruszyć, może być kilka. Za to drogi powinny być znane.

W wtorek w Krakowie stało się coś nieoczekiwanego. Kot wychylił łeb z worka.

Teraz całe Ministerstwo Edukacji wciska go tam z powrotem siłą, ale to, co zobaczyłam, to moje.

Na debacie poświęconej kształceniu uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi wiceminister Teresa Wargocka poinformowała, że nie podoba się jej rosnąca liczba uczniów niepełnosprawnych w ogólnodostępnych szkołach. Za to podoba się jej idea tworzenia dla nich w tych szkołach małych, osobnych klas. Ponoć to pomysł, który w ramach "dobrej zmiany" proponują rodzice tych dzieci.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej