Obóz rządzący w Polsce zachowuje się tak, jakby nie było historii, doświadczeń i lekcji, z których każdy odpowiedzialny polityk wyciąga wnioski dla swego programu i sposobu działania. Po to aby unikać błędów i katastrof znanych z przeszłości. Jedyną "historią" dla obecnie rządzących jest polityka historyczna, czyli wszystko to, co można wybiórczo i utylitarnie spożytkować w walce o władzę. A przy tym wydaje im się, że mogą "przechytrzyć historię".

Dlatego Jarosław Kaczyński, realizując za Leninem "cała władza w ręce rad" (czytaj: w ręce PiS), wierzy, że można uniknąć losu bolszewickiego eksperymentu, że tym razem "się uda". Chodzi oczywiście o zrealizowanie zrodzonego w jego głowie porządku przy pomocy silnej władzy. Jak u Lenina, wszechmocna władza ma być instrumentem budowy lepszego świata nad Wisłą.

Ostatecznie porządek z głów wodzów nie jest możliwy, więc zostaje tylko silna władza dla władzy, destrukcyjna dla społeczeństwa i wreszcie dla samej siebie. W tej logice konieczne było najpierw zniszczenie Trybunału Konstytucyjnego, w zachodniej demokracji jednego z filarów demokratycznego państwa prawa. To było łatwe dzięki większości w parlamencie i posłusznemu woli prezesa prezydentowi.
Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej