Episkopat zdecydował się rozpętać wojnę ideologiczną. Opowiedział się zdecydowanie za projektem represyjnej ustawy stwarzającej ogromne niebezpieczeństwo prawnego zniewolenia kobiet. Episkopat bez najmniejszych wątpliwości, nie wykazując żadnej empatii dla kobiet, poparł ustawę, która naraża kobiety w ciąży na utratę życia i więzienie, zmusza do rodzenia nawet wtedy, gdy ciąża jest wynikiem gwałtu, albo gdy płód jest głęboko upośledzony.

Popierając bezwarunkowo antykobiecą ustawę, Episkopat komunikuje nam donośnie również coś, czego nie mówi wprost. Bez najmniejszego wstydu obnaża swoją bezradność. Przyznaje, że poniósł całkowitą porażkę. Ani katecheza szkolna, ani niedzielne msze, ani listy pasterskie czy homilie nie sprawiły, by Polki katoliczki przestały przerywać ciąże. Nikt bowiem nie ma złudzeń, że to głównie katoliczki usuwają ciąże, bo niekatoliczek jest w Polsce wciąż bardzo mało. Usuwanie ciąży jest w Polsce zjawiskiem masowym, co wykazały badania CBOS, według których ciążę przynajmniej raz w życiu przerwało od czterech do sześciu milionów (!) kobiet.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej