W dyskusjach politycznych w III RP przez długi czas obowiązywała zasada nieatakowania rodziny adwersarza, a w szczególności przodków. To była najbardziej oczywista zasada przyzwoitości. Nie odpowiadamy za czyny rodziców czy dziadków, tym bardziej, że podejmowane były w zupełnie innym niż dziś kontekście historycznym.

Był dodatkowy powód niestosowania w politycznych sporach argumentu ad patrem. Wielu polityków III RP miało za sobą doświadczenia Marca '68, gdy komunistyczna propaganda atakowała uczestników demonstracji studenckich, zarzucając im pochodzenie żydowskie, a ich rodzicom pracę na wysokich stanowiskach PRL. Nawet przed 1989 r. żaden przyzwoity dziennikarz nie chciał być posądzany o stosowanie chwytów z arsenału "marcowych propagandystów".

W miarę jak walka polityczna w III RP przybierała na sile, zasady przyzwoitości zaczęły pękać. Troje publicystów "Gazety Polskiej" zlustrowało ojców i dziadków znanych dziennikarzy. Obrzydliwa książka "Resortowe dzieci" powinna być potępiona przez szanujących się polityków, a tymczasem była gloryfikowana przez prawicę.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej