- To był jeden z największych szkodników, który nie realizował interesu narodowego - tak latem zeszłego roku Witold Waszczykowski podsumowywał działalność Radosława Sikorskiego jako szefa polskiej dyplomacji.

- Polityka zagraniczna jest jak kierowanie dużym masowcem, a nie małą łódką - mniej więcej w tym samym czasie mówił Krzysztof Szczerski, wtedy i dzisiaj minister w kancelarii prezydenta Dudy. Przekonywał wówczas, że w naszej dyplomacji nie będzie rewolucji, tylko korekty. - Chodzi o to, by główny nurt [Unii Europejskiej] brał pod uwagę polski punkt widzenia, polski interes - podkreślał Szczerski, wskazując na największe kraje UE (cytaty przywołuję za TVN 24).

Minęło osiem miesięcy. O tym, co po sobie pozostawił Sikorski, można dyskutować. Ale nie da się ukryć, że wówczas Polska była w głównym unijnym nurcie. I że traktowano ją jako poważnego gracza w Brukseli i Waszyngtonie, gdzie stawiano ją za wzór dla innych krajów regionu, jak szybko pozbywać się balastu komunizmu i gonić Zachód.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej