Katarzyna Kukieła, współwłaścicielka krakowskiej kamienicy, w której mieści się restauracja Wentzl, wygarnęła na Fejsie Andrzejowi Dudzie: "Smakowało z mojego koryta?" - i wywołała furię reżimowych propagandystów. Odezwali się absolwenci PiS-owskiej szkoły janczarów i pinczerów, tacy jak Klaudiusz Pobudzin, Stanisław Janecki czy Cezary Gmyz, bluzgając na Kukiełę, zarzucając jej ordynarne chamstwo, buractwo, związki z gangsterami i inne takie. Chamstwo? Po chamsku odezwał się Andrzej Duda, a Kukieła tylko zwróciła mu uwagę.

Reakcja reżimu dowodzi, że dziarska krakowianka trafiła celnie, w sam splot słoneczny PiS. To dobra wskazówka na przyszłość dla większości polskiego społeczeństwa, jak przeciwstawiać się "dobrej zmianie".

Każda autorytarna, populistyczna władza najbardziej boi się oddolnych, spontanicznych przejawów społecznego sprzeciwu i obywateli, którzy nie okazują pokory. Przerażenie i złość ogarniają tę władzę, gdy na spotkaniach i imprezach jej przedstawiciele są witani buczeniem, gwizdami, skandowaniem. To bowiem burzy budowany przez propagandę mit, jakoby masy ludowe popierały rządzących, a zarazem kreuje atmosferę, w której demonstrowanie dezaprobaty wobec władzy jest w dobrym tonie. Despotyczne rządy boją się tego znacznie bardziej niż "zawodowej" opozycji.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej