Okazuje się, że najważniejszy nad Wisłą pan prezes nie stąpa mocno po ziemi, lecz lubi bujać w obłokach. Dowodzi tego niespodziewany dla obecnego włodarza Polski brak pełnego rozeznania w zamiarach naszych sojuszników i przyświecających im zasadach.

Przystępując do zniewalania Trybunału Konstytucyjnego, a wraz z nim polskiej demokracji, pan Jarosław Kaczyński najwyraźniej nie wziął pod uwagę stosunku sojuszników do jego planów. O ile jeszcze przewidział, że Europa, jak to Europa, może zacząć robić trudne do zniesienia przez PiS miny, na które z góry można się uodpornić, to najwyraźniej nie docenił Wuja Sama. A Wuj wobec PiS-u okazał się nadspodziewanie krnąbrny. Zwłaszcza gdy się okazało, że pan Kaczyński niebacznie zapomniał, że jankesi mają nie od wczoraj prawdziwego hopla na punkcie demokracji. I o ile jeszcze, jak wiemy, mogą oni po cichu przyznać, że z Irakiem czy Saudami mogło im się nie udać, o tyle Polska pod względem pryncypiów ustrojowych nie może tak z dnia na dzień, jak gdyby nigdy nic, zlecieć z pieca na łeb na samo dno europejskich demokracji. Tym bardziej wydało się to uzasadnione, że nam jako nacji dał swego czasu, chcąc nie chcąc, specjalne papiery jeszcze sam batiuszka Stalin, który wyznał Bierutowi całkiem niezobowiązująco i w przypływie dobrego humoru, że komunizm Polakom pasuje jak siodło krowie.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej