Ciekawe czasy mają to do siebie, że ludzie poważni i niepoważni zaczynają widzieć rzeczy podobnie. Chociaż różnie reagują na tę wspólną wizję - wizję PiS-owskiego zamachu stanu i ulicznego konfliktu.

Jedni przed takim ulicznym konfliktem ostrzegają. Inni uważają, że może on się okazać smutną koniecznością, niezbędną dla ocalenia demokracji. A zwolennicy PiS po prostu chcą jatki na ulicach. Zapowiadają milionowe przemarsze, związane z radosnym wsadzaniem przeciwników za kraty.

Na początek kilka cytatów.

Cezary Michalski w "Newsweeku": "Kaczyńskiego ośmiela to, że nie traci sondażowego poparcia, bo 30 procent ludzi, którzy go dziś popierają, głosowało na niego, wiedząc, co ma zamiar zrobić. Pytanie o 70 procent. Jeśli zachowają się tak jak elity Republiki Weimarskiej w 1933 roku, do końca udając, że to zwyczajny polityczny konflikt i można się zachowywać jak zwykle, wówczas Kaczyński zniszczy III RP i liberalną demokrację w Polsce. Jeśli zachowają się tak jak rosyjscy mienszewicy, eserzy, kadeci w 1917 roku, Kaczyński zniszczy III RP i liberalną demokrację w Polsce. (...) Walkę o Polskę rozstrzygnie polska opozycja, polska ulica, polska zdolność do obrony samorządów lokalnych".
Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej