Na ten moment Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości i od dziś prokurator generalny w jednej osobie, czekał osiem lat. Wraca do roli, jaką odgrywał w pierwszym rządzie PiS w latach 2005-07.

Tamten okres nie przyniósł mu chwały. Prokuratura kojarzyła się z porannymi wejściami do mieszkań, czerwonym paskiem w TVN 24, na który wrzucano przecieki ze śledztw, i ręcznym sterowaniem. A przede wszystkim ze śmiercią Barbary Blidy podczas próby jej zatrzymania w domu. Cieniem na Ziobrze kładzie się też sprawa doktora G., utalentowanego kardiochirurga ze szpitala MSWiA. Prokuratura chciała zrobić z niego zabójcę, ale zarzutów starczyło jedynie na koperty, wręczane przez pacjentów jako dowód wdzięczności, i proces o błąd medyczny. Z powodu ataku na doktora G....
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej