Pogrążone w kryzysie państwo przyjęło w ostatnich miesiącach tak wielu przybyszów, że teraz Bruksela ostrzega przed wybuchem kryzysu humanitarnego. Obiecuje przekazać 700 mln euro w ciągu kolejnych trzech lat na pomoc uchodźcom. Ateny twierdzą jednak, że potrzeby są dużo większe - szacunki mówią o kosztach rocznego utrzymania od 600 mln do 1 mld euro. Jednak same pieniądze nie rozwiążą kryzysu w Grecji.

Europa przespała ostatnią dekadę, gdy do Grecji przybywały setki tysięcy uchodźców z państw pogrążonych w wojnach domowych - z Afganistanu, Iraku, później z krajów arabskiej wiosny. Dopóki przybysze pozostawali w Grecji, Europa się nimi nie przejmowała.

Jednak szczyt napływu uchodźców do Grecji zbiegł się w czasie z wybuchem recesji w kraju. Owszem, Grecy w dużej mierze sami do niej doprowadzili, nieodpowiedzialnie pożyczając masę pieniędzy, które zwyczajnie przejedli, zamiast zainwestować. Zaczęli jednak zaciskać pasa i jak dotąd zasadniczo wypełniają zobowiązania wobec pożyczkodawców - UE i MFW.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej