Tymczasem rząd PiS przygotował ustawę, która takie myślenie wywraca do góry nogami. Ziemia może się okazać bardzo kiepskim kapitałem na przyszłość, a wielu spadkobierców niekoniecznie przejmie hektary po rodzicach.

Ustawa ma w założeniu chronić nasze grunty rolne przed masowym wykupywaniem przez cudzoziemców. Ziemia ma być nie dla obcych, tylko dla polskich rolników, by mogli powiększać swoje gospodarstwa. Zwykle im większe gospodarstwo, tym ma mniejsze koszty produkcji, więc jest efektywniejsze. A o to przecież chodzi - by były efektywne i lepiej mogły konkurować z zachodnimi farmami. Tyle że ustawa, którą przygotował rząd, doprowadzi do spadku tej efektywności.

Najpierw spadną ceny. Przed naszym wejściem do Unii Europejskiej hektar ziemi rolnej na Warmii można było kupić za 2 tys. zł, teraz kosztuje ok. 40 tys. To jest już cena zbliżona do ceny ziemi we wschodnich landach Niemiec. Otóż ta cena jest najlepszą barierą przed wykupem przez cudzoziemców - im bardziej zbliża się do cen zachodnich, tym mniejszy jest sens kupowania jej przez Niemców czy Francuzów. Tymczasem wszyscy eksperci od rynku ziemi jednym głosem mówią, że nowa ustawa sparaliżuje obrót gruntami i spowoduje gwałtowny spadek cen. Ceny spadną, bo rząd drastycznie ogranicza krąg potencjalnych nabywców. Kupiec musi sam uprawiać ziemię od co najmniej pięciu lat, i to w tej samej gminie co sprzedający. Musi mieć mniej niż 300 ha, bo tylko tyle będzie teraz mogło mieć największe gospodarstwo w Polsce. Nie kupi ziemi spółka osób fizycznych ani osoba prawna itd., itd.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej