TVPiS zmieniło ramówkę, by ostatecznie upokorzyć Lecha Wałęsę, a mit przywódcy "Solidarności" przebić osinowym kołkiem. Wstający godnie z kolan minister Witold Waszczykowski spieszy informować cały świat, że "Wałęsa mógł być marionetką sterowaną i że niektóre decyzje podejmowane wtedy ciągle rzutują na współczesność". Tak się przeprowadza "redystrybucję godności".

Prezydent Andrzej Duda z dziką satysfakcją mówi, "że to właśnie jest III RP".

Ludzie, którzy tak chętnie odzierają z godności innych i podają w wątpliwość ich zasługi, powinni zadać sobie pytania, gdzie sami wtedy byli i co robili.

Gdy w grudniu 1970 r. na Wybrzeżu strzelano do robotników, Lech Wałęsa był członkiem komitetu strajkowego, a Andrzeja Dudy nie było jeszcze na świecie. Gdy w grudniu 1979 r. Wałęsa przemawiał pod II bramą Stoczni, mówiąc, że "za rok każdy z nas przyniesie kamień i zbudujemy pomnik poległych stoczniowców", siedmioletni Duda zaczynał naukę liter. W 1983 r., gdy Wałęsa otrzymał pokojowego Nobla, Duda myślał o wstąpieniu do harcerstwa. W 1989 r., gdy Wałęsa w Kongresie USA wymawiał pośród owacji słynne: "My, Naród", Duda do matury miał jeszcze półtora roku.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej