O przyjaźń Horsta Seehofera, premiera Bawarii, najbogatszego niemieckiego landu, i zarazem szefa współrządzącej Niemcami tamtejszej CSU, nie musiał zabiegać. Już kilka miesięcy temu Seehofer sam praktycznie zaprosił się do Moskwy. Wczoraj witano go tam z honorami, chociaż nie na Kremlu, lecz w rezydencji Putina w podmoskiewskim Nowo-Ogariowie.

- Wszystko uzgodniłem z kanclerz Merkel - tak podczas lotu do Rosji zapewniał Seehofer dziennikarzy. Ale rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow wcześniej oświadczył, że bawarski premier bliższy jest Rosji niż inni Niemcy, bo jest przeciwny sankcjom. - Proszę nie doszukiwać się tu żadnych spisków, nam chodzi tylko o dialog z przywódcą najbogatszego landu Niemiec - powiedział.

Wizyta premiera Bawarii jeszcze się więc nie zaczęła, a wizerunek Niemiec już ucierpiał. Bo dialog z państwem, napiętnowanym przez społeczność międzynarodową za rażące łamanie prawa międzynarodowego, powinien prowadzić rząd federalny, a nie premier landu.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej