Te restrykcje mają trwać kilka lat i dotyczyć nowo przybyłych Polaków, Litwinów czy Węgrów, a nie tych już pracujących w Wlk. Brytanii. Pomimo to stanowiłyby - cokolwiek by zapisano w prawniczych wygibasach - dyskryminację niebrytyjskich pracowników. Choć trzeba przyznać, że łagodniejszą, niż pierwotnie żądał Londyn.

Polska z racji wielkości i skali emigracji na Wyspy ma teraz kluczowy głos w sprawie ugody z Davidem Cameronem. Trzeba do niej jednomyślnej zgody wszystkich krajów UE na szczycie 18-19 lutego.
Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej