Te restrykcje mają trwać kilka lat i dotyczyć nowo przybyłych Polaków, Litwinów czy Węgrów, a nie tych już pracujących w Wlk. Brytanii. Pomimo to stanowiłyby - cokolwiek by zapisano w prawniczych wygibasach - dyskryminację niebrytyjskich pracowników. Choć trzeba przyznać, że łagodniejszą, niż pierwotnie żądał Londyn.

Polska z racji wielkości i skali emigracji na Wyspy ma teraz kluczowy głos w sprawie ugody z Davidem Cameronem. Trzeba do niej jednomyślnej zgody wszystkich krajów UE na szczycie 18-19 lutego. O ile małe kraje łatwiej urobić podczas takich obrad, o tyle te większe, jak Polska, bywają mocno samodzielnymi graczami.

Wybór jest prosty - albo bronić dotychczasowych zasad zasiłków dla polskich emigrantów, albo ustąpić Cameronowi i tym samym pomóc mu w wygraniu rychłego referendum za pozostaniem Londynu w Unii. Cięcia zasiłków to najpopularniejsze żądanie Camerona wobec UE i bez ustępstw w tej kwestii zatrzymanie Brexitu byłoby o niebo trudniejsze.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej