Grupy "poniżające jego symbole czy flagę, obchodzące święto niepodległości jako dzień żałoby, zaprzeczające jego prawu do istnienia bądź podburzające do przemocy, terroryzmu lub zbrodni rasistowskich" byłyby dotacji pozbawione.

Min. Regew, która z dumą mówi, że Czechowa nie czytała i do opery nie chodzi, a która najbliższe związki z kulturą miała w czasach, gdy była cenzorem wojskowym, już wcześniej chciała pozbawić dotacji "niepatriotyczne" teatry. Ale jej działania zablokował prokurator generalny - uznał, że byłyby bezprawne. Jeśli ustawa przejdzie, pani minister będzie miała prawo po swojej stronie.

Jej nowo mianowany chorwacki kolega Zlatko Hasanbegović na celownik wziął nie nielojalność, lecz antyfaszyzm. W udzielonym jeszcze przed nominacją wywiadzie uznał, że antyfaszyzm "nie jest podwaliną Chorwacji", że to w istocie "pusty frazes", a zarazem "jugosłowiańska totalitarna komunistyczna spuścizna", w walce z którą Chorwacja powstała. Przypomniał, że konstytucja o nim nie wspomina, zaś "Stalin, Tito i Pol Pot" też byli antyfaszystami.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej