Podziękowania należą się politykom i myśliwym, którzy - nie chcąc zrezygnować ze swych praw - zablokowali wykonanie wyroku Trybunału Konstytucyjnego sprzed półtora roku nakazującego dać właścicielom prawo głosu przy wyznaczaniu na ich ziemi obwodu łowieckiego.

Podziękowania należą się też prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu, który zablokował niedawną próbę pozornego wykonania wyroku Trybunału. Na zeszłotygodniowym spotkaniu PiS w Jachrance miał tłumaczyć, że "nie lubi myśliwych". Cóż, lepiej wyglądałaby motywacja: "lubię zwierzęta", ale nie wybrzydzajmy.

Dla przypomnienia: w Sejmie zeszłej kadencji posłowie myśliwi (ze wszystkich partii) przygotowali projekt ustawy, który budził poważne wątpliwości, czy wykonuje wyrok Trybunału (m.in. tak stwierdzała opinia Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka).

Była wielka awantura, bo organizacje ekologiczne, prozwierzęce i praw dziecka chciały przy okazji także m.in.: zakazać strzelania ołowianą amunicją trującą środowisko i zwierzęta, organizowania zbiorowych polowań z nagonką, w trakcie których wywołuje się powszechną panikę i rani mnóstwo zwierząt, zakazać udziału dzieci w polowaniach czy zabronić polowania bliżej niż 500 metrów od zabudowań (dziś można do 100 metrów, więc przy śniadaniu na werandzie właścicielom ziemi kule mogą świstać koło głowy).
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej