Szefowa kancelarii Beata Kempa mówi jeszcze dosadniej: "Ja bym się wstydziła donosić na swój kraj".

Tymczasem stało się bardzo dużo. Nikt nie musiał biec do Brukseli i skarżyć, bo żyjemy w globalnym świecie, gdzie każdy ma dostęp do informacji. Upchnięta o 3.47 ustawa naprawcza o Trybunale Konstytucyjnym długo będzie się odbijała Prawu i Sprawiedliwości czkawką. Nie pomogą listy wyjaśniające ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry ani skargi na to, że prezes TK to polityk związany z PO. Ani też pisanie, że "to nie my zaczęliśmy to wszystko, tylko nasi poprzednicy".

Zżymają się politycy PiS na Niemców, twierdząc, że naszym zachodnim sąsiadom wolno mniej. Jak to mówi Jarosław Kaczyński: nie będziemy się przejmować "pohukiwaniem z takich ust". No to szkoda, że pan prezes, który de facto rządzi krajem, nie pojedzie do Brukseli na posiedzenie PE i nie opowie o tym, jaką robi rewolucję w Polsce. Bo przecież wszyscy wiedzą, że najważniejszą osobą w państwie jest naczelnik i że on decyduje o wszystkim. Tyle że baty zbierają potem prezydent Andrzej Duda i premier Beata Szydło.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej