"Jesteśmy trzecią możliwością!" - oświadczyła Partia Razem, tłumacząc, dlaczego nie przyłączy się do protestów Komitetu Obrony Demokracji. Ostatecznie partia zajęła wobec nich niejasne stanowisko: zaprotestowała przeciw łamaniu konstytucji przez PiS, ale nie chciała dołączyć do wspólnego frontu jej obrony razem z partiami liberalnymi - Nowoczesną i PO.

Głosowałem na Razem i zaczynam tego żałować. Partia, która miała odnowić lewicę i oczyścić ją z resztek skompromitowanego towarzystwa z Ordynackiej, zrobiła poważny błąd. W dodatku uzasadniła swoją decyzję w sposób, który pokazuje, że naprawdę może jej być bardziej po drodze z PiS niż z innymi siłami polskiej polityki.

Decyzja Razem jest nie do obrony z moralnego punktu widzenia. To błąd także w kategoriach aktu czysto politycznego.

Przecenianie własnej siły

Pierwszym i zupełnie prozaicznym grzechem Razem było przecenianie własnych sił. Partia ma w ostatnich sondażach 1-3 proc. poparcia. Trzeba mieć bardzo dobre samopoczucie - albo być mocno oderwanym od rzeczywistości - żeby myśleć, że z takim poparciem reprezentuje się "trzecią możliwość". To najwyżej druga albo trzecia możliwość od końca. Megalomania jest złym politycznym doradcą. Gdyby Razem miało 30 proc., to decyzja o nieuczestniczeniu w KOD miałaby znaczenie. Tak szkodzi głównie samej partii.
Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej