Nie będzie wykonywał decyzji Trybunału Konstytucyjnego i sądu, które mu się nie spodobają. Nie będzie słuchał głosu ekspertów, którzy nie są jego. Nie przestraszy się demonstracji KOD, choćby zgromadziła 200 tys. osób. Nie przejmie się interwencjami zagranicznych gremiów, krytyką zachodnich polityków ani tekstami w zachodnich gazetach, które go nie chwalą.

Dużo wody upłynie i dużo się w Polsce stanie, nim prezes jakkolwiek z kimkolwiek podzieli się władzą lub się cofnie. Nie sądzę, by taka zmiana zaszła w 2016 r. Na razie reakcją na płynące z różnych stron wezwania, krytykę, sprzeciw i groźby będzie opluskwianie, bagatelizowanie, deprecjonowanie, ośmieszanie, straszenie, odwracanie kota ogonem i kręcenie osłabiające siłę reakcji na zachowania władzy, która się zainstalowała w Warszawie.

Demokracja, jaką w Polsce znaliśmy, się skończyła. Żyjemy w innym ustroju. To jest w zasadzie pewne. Natomiast niepewne jest, do czego to doprowadzi, jak długo potrwa, jak Jarosław Kaczyński użyje władzy, którą zdobył.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej