Projekt utrzymuje dzisiejszy monopol organizacji pozarządowej - Polskiego Związku Łowieckiego - na rządzenie się dzikimi zwierzętami. Utrzymuje też brak kontroli państwa nad PZŁ. I daje myśliwym prawo do posiadania broni krótkiej. W odróżnieniu od innych amatorów strzelania nie muszą oni przechodzić okresowych badań lekarskich, w tym psychologicznych, by utrzymać pozwolenie na broń. Teraz te 116 tys. osób zostanie dozbrojonych.

W poprzedniej kadencji Sejmu projekt zmian w prawie łowieckim, wymuszony wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego sprzed półtora roku, nie przeszedł m.in. z powodu sporu o postulaty zgłaszane przez organizacje pozarządowe i rząd. Te pierwsze chciały m.in. zakazu uczestniczenia w polowaniach dzieci, zakazu amunicji ołowianej, która truje środowisko i mięso zabitych zwierząt, a u ptaków, które łykają śrut, powoduje ołowicę. Chciały też zakazu polowań na ptaki - bo to niecelne strzały do nich są przede wszystkim winne zatrucia środowiska ołowiem. Zakazu polowań z nagonką, gdzie wiele zwierząt się tylko rani i płoszy, i zakazu dokarmiania, co powoduje niekontrolowany rozrost populacji, np. dzików, oraz roznoszenie chorób przez zwierzęta korzystające z paśników. Rząd chciał kontroli ministra środowiska nad PZŁ.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej