Jest to pasztet z wielu zwierząt oraz niepolujących współobywateli. Zacznijmy od tego, że w zeszłym roku podkomisja złożona z prawie samych myśliwych usiłowała przeforsować skandaliczny projekt ustawy Prawo łowieckie. W przepychaniu ich zapisów prym wiódł obecny minister środowiska Jan Szyszko, który zapewniał wszystkich, że "łowiectwo wyssał z mlekiem matki".

Projekt sankcjonował i potwierdzał ustawowo wiele myśliwskich przesądów i oczywistych głupot, które dotychczas były zawarte w ministerialnych rozporządzeniach, i które zamiast utrwalać, należało wykasować. Na przykład za etyczne i dozwolone uznawano strzelanie tylko do biegnącego zająca, a zabraniano do stojącego, co przysparzało cierpienia poranionym szarakom, gdyż do ruchomego celu trudniej trafić. Do jednych ptaków, np. kaczek, kuropatw i bażantów, można było strzelać tylko w locie, a do innych - takich jak gęsi - i w locie, i gdy siedzą na polu albo pływają sobie po wodzie. Podobnie wzbijać w powietrze, by zostać zabitym, nie musi łyska lub jarząbek. Teoretycznie nie można było strzelać do celów nierozpoznanych, ale do kaczek i gęsi można było walić nawet w nocy. Choć kilka gatunków kaczek jest w Polsce chronionych i powszechnie wiadomo, że myśliwi mają spory kłopot z odróżnieniem ich od tych, na które mogą polować nawet za dnia. Ale to pomysłodawcom zupełnie nie przeszkadzało, by zezwolić na nocne polowania na te ptaki. W projektach ustaw brakowało zakazu uczestniczenia dzieci w polowaniach, pomimo opinii Rzecznika Praw Dziecka, zakazu używania ołowianej amunicji, choć powszechnie wiadomo, jak jest szkodliwa dla środowiska i ludzi (w tym tych, co spożywają dziczyznę). Zezwolono na strzelanie już od stu metrów od zabudowań, co biorąc pod uwagę znacznie dalszy zasięg nowoczesnej broni, jawi się jak smutny żart. Protestowały organizacje pozarządowe uczestniczące w konsultacjach i pracach podkomisji. W końcu w zeszłym roku prezydium Sejmu interweniowało za sprawą marszałkiń Małgorzaty Kidawy Błońskiej i Wandy Nowickiej ze względu na rażące naruszenia w sejmowej procedurze, jakich dopuszczali się na podkomisji posłowie myśliwi. Projektów nie poddano pod głosowanie i skierowano do ponownego rozpatrzenia w komisjach.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej