We wtorek wieczorem Sejm miał się zająć zmianą przepisów o inwigilacji złożoną przez PiS. Pierwsze czytanie projektu zmian odbędzie się jednak w środę.

Wcześniej ministrowie: spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak, nauki Jarosław Gowin i cyfryzacji Anna Streżyńska, zapewniali, że projekt wręcz polepsza ochronę przed inwigilacją. To, co PiS złożył w Sejmie, to okrojona wersja projektu senatorów PO-PSL z zeszłej kadencji, który nieco polepszał ochronę przed inwigilacją przez państwo. Ale PiS wprowadził do niego twórczy, groźny wkład: otwiera policji i służbom prawo do uzyskiwania od operatorów internetowych bez zgody sądu danych o tym, co konkretnie robimy w internecie.

W USA śledzenie aktywności konkretnego człowieka w internecie uznaje się za równoznaczne z przeszukaniem, na które trzeba mieć zgodę prokuratora. W Polsce - według PiS - mógłby to robić policjant, bez nakazu prokuratora czy zgody sądu, nawet przez "sztywne łącze", czyli bezpośrednio pobierając dane od operatora.
Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej