Szanowna Pani Premier, przyznaję się do winy. Bez bicia. Bez aresztu wydobywczego. Bez trzepania faktur oraz teczek parę pokoleń wstecz (to już mam za sobą). Bez kolejnej kampanii pomówień w prawicowych mediach. Bez wyrzucania z pracy (chyba na razie nie macie mnie skąd wyrzucić). Bez zatrzymania o świcie, nocnych przesłuchań, rewizji, kopania ogródka i innych znanych powszechnie argumentów stosowanych przez Pani środowisko w debatach na temat Polski.
Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej