Ostatnie demonstracje przeciwko zniewoleniu Trybunału pozostawiły uczucie niedosytu. Muszą być przez organizatorów przemyślnie przygotowane. Nie wystarczy, że ludzie się zejdą w dobrej sprawie. Muszą mieć poczucie racjonalności swego wyboru. Nie wystarczy kilka czy kilkanaście wystąpień antypisowskich, bo jeśli nie są one porywające, pojawia się, przynajmniej u części uczestników, uczucie niedosytu.

Zresztą zachowanie demonstrantów wielkiego przemarszu w obronie Trybunału w pierwszą grudniową sobotę pokazało, że tłum, nawet w tak słusznej sprawie zgromadzony i gniewny, chce się przy takiej okazji także bawić, przydając w sposób dowcipny wyraz protestowi. Potwierdziły to zbiorowe przyśpiewki będące wstępem do tanecznych podskoków. "Kto nie skacze, ten jest z PiS-u, hop, hop, hop". Tysiące ludzi podskakujących przed Pałacem Prezydenckim w rytm tej przyśpiewki nadało rzeczywiście dowcipną formę samej demonstracji, rozładowując przy okazji gniew, sprzyjając pozytywnej ekspresji tego, co robili. Żywo to zresztą kontrastowało z ponuractwem demonstrantów PiS następnego dnia.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej