Prof. Janusz Majcherek ("Demokracja liberalna, nie socjalistyczna", "Wyborcza", 11 grudnia) zaczepił mnie jako kogoś, kto w tekście opublikowanym w "Gazecie Wyborczej" ("To niewdzięczne społeczeństwo", 23 listopada) przedstawił jakoby następujące rozumowanie: państwo III Rzeczypospolitej nie dbało o wielu ludzi, dlatego dziś mają oni w nosie demokrację. Umieścił mnie w towarzystwie innych osób, które podobno takie rozumowanie lansują.

Nie będę się wypowiadał w ich imieniu. Co do mnie, to nigdy niczego takiego nie napisałem. W swoim tekście w ogóle nie pisałem o demokracji (co łatwo sprawdzić), starałem się także nie odnosić do bieżących spraw politycznych (co też łatwo sprawdzić). Próbowałem jedynie przedstawić pewną interpretację przyczyn klęski rządzącej dotąd formacji politycznej. Nietrafny jest więc zarzut, że oto znajduję się w gronie osób, które chcą przeciwstawić demokracji liberalnej demokrację socjalistyczną (nawiasem mówiąc, czym u licha miałaby ona być?). Przypisywanie komuś poglądów, których nie prezentuje, mające na celu jego zdyskredytowanie kompromituje autora, a nie obiekt jego obróbki publicystycznej. Podobnie jak karkołomne rozumowanie w stylu: skoro krytykuje to, co było, to z pewnością podoba mu się to, co jest. Co do pozostałych poglądów Majcherka prezentowanych nie tylko w tekście "Demokracja liberalna, nie socjalistyczna", to mogę jedynie powiedzieć, że są one typowe dla osób przywiązanych do ideologicznie motywowanej i nie najmądrzejszej wersji liberalizmu.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej