PiS nawet nie kryje się z intencjami przejęcia z zaskoczenia kontroli nad urzędami. Wczoraj wyłożył je w Sejmie poseł Artur Górski: "To jedna z ustaw zasadniczych dla funkcjonowania państwa. To klucz do skutecznego i sprawnego funkcjonowania rządu, który chce zrealizować swój program. Rząd musi oprzeć się na ludziach, którzy nie tylko będą kompetentni. Będą się utożsamiać z polityką rządu, którzy nie będą ślepo wykonywać naszej polityki, tylko będą podejmować zadania ze zrozumieniem, a także ideową identyfikacją".

"Zrozumienie" i "ideowa identyfikacja" to słowa kluczowe. PiS mówi, że w urzędach nie potrzebuje ludzi obiektywnych i profesjonalnych, ale swoich lub oddanych partyjnemu programowi "dobrej zmiany". Ludzi karnych i bez wahania wykonujących polecenia ministra czy pani premier.

Rząd PiS ma prawo przejąć kontrolę nad urzędami. Ale styl, w jakim to proponuje, to nic innego jak upartyjnienie urzędów i ubezwłasnowolnienie urzędników. Służbę cywilną czeka los Trybunału Konstytucyjnego. Urzędnicy pozbawieni niezależnych kierowników i dyrektorów - PiS chce uciąć tę "głowę", zwalniając wszystkich - będą pokornie wykonywać nawet sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem lub prawem polecenia. Bo będą się bali o pracę. A "wątpiący i pytający" zostaną zwolnieni.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej