PiS dokonał "zwrotu antydemokratycznego". Nie przejmując się stylem. W nosie mając prawo. Ignorując opinię publiczną: zarówno krajową, jak i międzynarodową. W zawrotnym tempie wymienia elity prawnicze, urzędnicze, medialne i biznesowe. Wygasza Trybunał Konstytucyjny. Na śmietnik historii wyrzuca reformy: emerytalną czy gimnazjalną. Jarosław Kaczyński powiedział na niedzielnym Marszu Wolności i Solidarności, popierającym rząd, że tu "nie chodzi o demokrację, ale o przebudowę państwa, której dokonujemy". Co znaczy: jeśli demokracja przeszkadza, należy ją zawiesić.

Dlaczego PiS obiera antydemokratyczny kurs? Dlaczego prezydent Andrzej Duda i premier Beata Szydło godzą się na łamanie zasad państwa prawa? I gdzie w tej sytuacji jest społeczeństwo obywatelskie?

Za dużo "ciepłej wody"

By zrozumieć zakusy PiS, trzeba rzucić okiem na dzieje ostatniej dekady. Platforma Obywatelska, gdy przejmowała rządy w 2007 r., słusznie rozpoznała rzeczywistość. Po dwóch latach rządów IV RP Polacy chcieli spokoju. Donald Tusk to czuł, ogłaszając "politykę miłości" i reformy, które sprowadził do filozofii małych kroków. Co znaczy: żadnego szarpania cuglami.
Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej