W surrealistycznej licytacji, której świadkami byli we wtorek w nocy widzowie CNN, zwyciężył zapewne miliarder Donald Trump, który obiecywał, że będzie zabijał rodziny terrorystów. Nie dał się zbić z tropu nawet senatorowi Randowi Paulowi, który przytomnie zauważył, że zabijanie cywilów - celowe i z rozmysłem - byłoby niezgodne z konwencjami genewskimi.

- Czyli oni mogą zabijać nas, a my nie możemy zabijać ich?! - ironizował Trump.

Opowiadał, że zamachowcy Al-Kaidy, zanim weszli do samolotów 11 września 2001 r., "odesłali swoje rodziny i narzeczone do rodzinnych krajów", co jest bzdurą, bo zamachowcy nie mieli w USA żadnych rodzin i narzeczonych. Opowiadanie wyssanych z palca historyjek jest specjalnością Trumpa i zupełnie mu nie szkodzi, wręcz przeciwnie, jest premiowane pierwszym miejscem w sondażach i poparciem 40 proc. republikańskich wyborców.
Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej