Chodzi jednak o to, że politycy obiecywali wolny wybór: to rodzice będą decydować, czy dziecko pójdzie do pierwszej klasy w wieku lat sześciu czy siedmiu. Nic z tego, bo, nie daj Boże, mogłoby się okazać, że wielu rodziców jednak posyła swoje dzieci do szkoły wcześniej. I wtedy byłaby to wizerunkowa katastrofa. Trzeba więc rodzicom utrudnić życie.

Projekt zakłada, że dzieci sześcioletnie urodzone do końca sierpnia będą mogły pójść do pierwszej klasy, pod warunkiem że chodziły wcześniej do zerówki.
Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej