Z astanawiając się nad współzależnością pomiędzy prawem a polityką, doszliśmy do wniosku, że daje się tu zastosować prostą regułę - prawnicy nienawidzą polityki, zaś politycy uwielbiają prawo, które traktują jako doskonałe narzędzie do osiągania celów politycznych.

Skąd ta rozbieżność uczuć? Wytłumaczenie wydaje się proste. Dobrego i stabilnego prawa nie pisze się na kolanie. By prawo było mądre i sprawiedliwe, konieczne są rozwaga i zastanowienie. Norm, które mają obowiązywać latami, nie tworzy się na poczekaniu od niechcenia, jak by pstrykało się palcami (przykładem złego jakościowo prawa utworzonego na poczekaniu jest dekret o stanie wojennym).
Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej