Chodzi o program Nuclear Sharing, w którym obecnie bierze udział pięć krajów europejskich: Belgia, Niemcy, Włochy, Holandia i Turcja. Polega on na tym, że na terenie tych krajów składowane są amerykańskie głowice jądrowe, które można przenosić za pomocą samolotów lub rakiet będących na wyposażeniu danej armii.

Polska ani żaden z członków NATO przyjętych do paktu po roku 1990 nie uczestniczy w tym programie. Jest to element układu NATO z Rosją, która w latach 90. zastrzegła taki warunek przy rozszerzaniu NATO. Polska jest też sygnatariuszem porozumienia o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej.

Z sobotniej wypowiedzi wiceszefa MON Tomasza Szatkowskiego wynika, że ta sytuacja może się zmienić. - W wymiarze politycznym chcemy zerwać z podziałem na członkostwo NATO dwóch kategorii. Cały czas obowiązuje niepisana zasada, że na terenach nowych członków NATO można trochę mniej, jeśli mówimy o stałym stacjonowaniu wojsk zachodnich sojuszników, tak samo jest w przypadku broni atomowej - powiedział Szatkowski w Polsat News. Dopytywany, czy MON będzie chciał wejścia Polski do programu Nuclear Sharing, odparł, że "konkretne kroki są obecnie rozważane", a "wzmocnienie odstraszania nuklearnego do obrony przed wojną jest konieczne".
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej