Mówi w "Magazynie Świątecznym" "Wyborczej" ( 28-29 listopada) Jolancie Kurskiej pisarz algierski Kamel Daoud, muzułmanin przeciw swojej religii zbuntowany: "Mój bohater [powieści Sprawa Meursaulta] podobnie jak ja jest przeciw tym elementom, które narzucają jakiś sens po to, żeby sztucznie rozwiązać kwestię absurdu ludzkiej egzystencji. W książce to m.in. matka, religia, wojna, oficjalna historia. Dla Harouna punktem wyjścia jest uznanie, że życie jest absurdem, dla niego to kwestia godności, zresztą dla mnie także. To właśnie dlatego, że świat jest absurdalny i niezrozumiały, moje życie nabiera sensu. To pozwala mi budować sens. Odwrotna sytuacja jest fałszywa: ci, którzy wychodzą z założenia, że świat ma sens, w końcu popadają w absurd, popełniając straszne czyny w imię ideologii lub wiary, integryzmu, faszyzmu, islamizmu".

Otóż mnie się wydaje, że jednak poczucie sensu w głowie nie mąci, noża w zęby nie wkłada. Ja wierzę w Sens, który wszystkim rządzi, jest Boga imieniem, ale to Bóg, który muchy nie walnie. Tak Go zresztą wyobraża sobie Daoud, gdy mówi wcześniej, że "ma zdecydowanie lepsze mniemanie o Bogu, niż pokazuje jego obraz przekazywany przez religię". Tyle tylko że nie przez chrześcijaństwo, nie przez to dzisiejsze w każdym razie. Zapewne natomiast przez islam, ale raczej chyba nie ten dzisiejszy, lecz ów, co nadejdzie, a także był kiedyś. Wierzę, że na całym świecie zapanuje dialog. Kiedy? Może na końcu tego świata, ale tak być musi, ponieważ Bóg jest Dialogiem albo nie ma Go wcale. Amen!
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej