Decyzja rządu Beaty Szydło, by występować przed mediami wyłącznie na tle flag biało-czerwonych, może wydawać się błahostką. Ale błahostką nie jest. Pokazuje bowiem, jak nowa ekipa traktuje ideę solidarności europejskiej nawet w sprawie symboli. I to w Polsce, której obywatele darzą UE tak wielkim poparciem.

Znam jeden przypadek, gdy przywódca unijnego państwa pozbył się podczas publicznych wystąpień niebieskiej flagi z gwiazdkami. To premier Węgier Viktor Orban, od dawna wojujący z Brukselą i przypochlebiający się Rosji. Od pewnego czasu występuje na tle kilkunastu flag wyłącznie węgierskich.

Pani premier proponuje też przeczytać poniższe słowa:

"Data 1 maja 2004 r. to jeden z najważniejszych dni w naszej narodowej historii. Przez wieki Rzeczpospolita była częścią politycznego Zachodu. W wielu wymiarach nasz kraj uczestniczył w jego życiu politycznym, kulturalnym i naukowym. Rozbiory Polski brutalnie przerwały ten stan. Pokolenia Polaków walczyły o to, by Polska niepodległa powróciła na należne jej miejsce w rodzinie wolnych narodów. Udało się to w roku 1918. Niestety, niepodległość nie trwała długo.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej