Pisarza Piotra Siemiona, autora "Niskich łąk", dręczy pytanie, czy przypadkiem radykalna ulica nie jest wrocławskiej władzy na rękę. No cóż, pytać każdy może. Także w oświadczeniu PEN Clubu wyraźne jest wskazanie na Wrocław, który "musi szybko uporać się ze swoją hańbą". Jakby to tylko Wrocław miał problem, a nie cała Polska.

Wrocław nie jest osobnym miastem-państwem, a prezydent Rafał Dutkiewicz samodzierżawnym ojczulkiem carem. To naiwność sądzić, że gdyby władze miasta zakazały marszów narodowców, nie byłoby problemu.

Mamy teraz takie rządy, że nacjonalistycznych manifestacji będzie więcej. Grunt pod nie przygotowała prawicowa prasa, która ze stadionowych kiboli zrobiła spadkobierców "żołnierzy wyklętych". Nieszczęście Wrocławia polega na tym, że w jego brunatną winę wierzą również liberalne środowiska opiniotwórcze.

A fakty są takie: Rafał Dutkiewicz był jedynym prezydentem w Polsce, który poszedł w pierwszym szeregu gwiżdżących na faszyzm. Twardo stanął w obronie lżonego Zygmunta Baumana, zabiegał w MSW o rozwiązanie kwestii organizacji nacjonalistycznych i publicznie komunikował, że NOP powinien być zdelegalizowany. Co powinien jeszcze zrobić? Rzucać kamieniami w maszerujących narodowców?
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej