Trybunał wewnętrznie skłócony, w którym część sędziów ma wątpliwą konstytucyjnie legitymację do orzekania, będzie postrzegany jako niewiarygodny - i to będzie eksponował PiS. Trybunał będzie też sparaliżowany wewnętrznymi sporami: tak merytorycznymi, jak personalnymi. W tych warunkach trudno będzie zebrać większość dla sensownych czy w ogóle jakichkolwiek rozstrzygnięć.

Do tego należy się spodziewać, że to nie koniec zmian w ustawie o Trybunale. Następną może być powrót do już zgłaszanego przez PiS pomysłu, by tzw. pełny skład konieczny do orzekania w najważniejszych sprawach wynosił nie dziewięciu, ale np. 11, albo 13 z 15 sędziów. I podnieść np. do dwóch trzecich większość potrzebną do wydawania wyroków. Przy skłóconym Trybunale oznacza to niemożność orzekania. Do tego dojdzie postawienie przez prezydenta na czele Trybunału - jako prezesa - osoby, która będzie destabilizowała Trybunał i wprowadzała chaos także tam, gdzie chodzi o sprawność orzekania, wyznaczanie składów sądzących, terminów rozpraw itp.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej