W niedzielę 11 stycznia po zamachach na Charlie Hebdo na ulicach Paryża byli wszyscy. Ich obecność miała wymiar historyczny i bezprecedensowy. Angela Merkel, Matteo Renzi, David Cameron i przedstawiciele innych państw zgromadzili się wówczas w Paryżu. Europa była "Charlie", godna i solidarna, szła na czele marszu, który miał pokazać terrorystom, że jej narody nie dadzą się zastraszyć.

15 listopada w stolicy Francji takiego marszu nie było. Dwa dni po atakach terrorystycznych w Paryżu i okolicach Stade de France wprowadzono w kraju stan wyjątkowy.
Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej