Dlatego na ataki na Paryż nie można patrzeć tylko przez pryzmat Francji. To nie jest odwet za naloty francuskich samolotów na instalacje naftowe Państwa Islamskiego ani za wysłanie do Zatoki Perskiej francuskiego lotniskowca.

To był atak islamistów na całą Europę, której kosmopolityczny, tętniący życiem Paryż jest najbardziej powszechnym symbolem.

Siejące terror Państwo Islamskie nienawidzi europejskiej liberalnej demokracji, bo jest ona dla niego zagrożeniem.
Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej