PiS oddawał władzę w 2007 r. przy ponad 7-procentowym wzroście gospodarczym. Rok później wybuchł kryzys, który ciągnął się przez dwie kadencje rządów PO. Zmuszał rząd do ekwilibrystyki i pilnowania wydatków. Kryzys udało się przejść w miarę suchą stopą. Naszą zieloną wyspę, to, że byliśmy jedynym krajem w UE bez recesji, PiS mocno wyszydzał. Nie było bankowego armagedonu, którego obawiał się dzisiejszy superminister gospodarczy Mateusz Morawiecki.

Dziś mamy wzrost gospodarczy, który pozwala ze spokojem patrzeć w przyszłość.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej