Przez całe lata sejmowa komisja ds. służb specjalnych była ważnym elementem chroniącym demokrację. W czasach rządów SLD speckomisja wykryła nadużycia ABW i prokuratury w aferze Orlenu. Za rządu PiS, Samoobrony i LPR to właśnie przed tą komisją udało się ujawnić przypadki nielegalnej inwigilacji opozycji oraz mediów. Również przez osiem lat rządów PO-PSL komisja często zabierała głos w sprawie nadużyć w służbach, skutecznie domagając się np. ograniczenia uprawnień do śledzenia obywateli.

Było to możliwe, bo przez cały ten okres w komisji reprezentowane były wszystkie siły polityczne w Sejmie, a półroczna rotacja na stanowisku przewodniczącego gwarantowała, że co jakiś czas na czele komisji stawał ktoś z opozycji.

Ten zdrowy mechanizm rozwala teraz PiS. Nie tylko bierze w komisji większość, ale ogranicza liczbę jej członków, wyrzuca jeden z opozycyjnych klubów, a przede wszystkim zrywa z zasadą wymiany przewodniczącego.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej