1. Jesienią 2007 r. Polacy odrzucili wizję państwa, którą proponował im rząd Jarosława Kaczyńskiego. Odsunęli PiS od władzy, bo nie chcieli podsłuchów, tropienia spisków i układu, mieli dość prowokacji, oskarżeń, insynuacji, szczucia na lekarzy, opozycję i biznesmenów, dość tropienia agentów i pomówień w mediach. Nie chcieli państwa, które symbolizował funkcjonariusz w kominiarce walący o szóstej rano do drzwi w towarzystwie kamer telewizji.

2. Symbolem tego państwa byli trzej ludzie: Zbigniew Ziobro - prokurator generalny i minister sprawiedliwości, Mariusz Kamiński - szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego, oraz Antoni Macierewicz - likwidator WSI i wiceminister obrony narodowej.

3. Szybkie, skuteczne i sprawiedliwe rozliczenie ich działalności wydawało się oczywistą konsekwencją wyborów i gwarancją powrotu do normalności.

4. Tak się jednak nie stało. Premier Donald Tusk od razu dał czerwone światło ABW, która zebrała dowody na łamanie prawa przez połączone siły służb specjalnych i prokuratury. Nie powstała "biała księga" nadużywania władzy i nacisków na wymiar sprawiedliwości. Komisja śledcza, która miała ustalić odpowiedzialność Ziobry za śmierć posłanki SLD Barbary Blidy, działała zbyt wolno. Komisja śledcza ds. nacisków na służby i prokuraturę została sparaliżowana przez wewnętrzne spory i brak woli politycznej. W kadencji 2007-11 Platforma uciekała, jak mogła, przed wnioskiem o postawienie Ziobry przed Trybunałem Stanu, lekceważąc głosy, że za chwilę będzie za późno.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej