Ale po wyborach się okazało, że do akcji wkroczył pan K., a nawet nie on, tylko jego ludzie.

Starzy pisowscy działacze, i nie tylko oni, namawiali Jarosława Kaczyńskiego, żeby został premierem, nie mogąc przeboleć kobiety na czele rządu. Potem wymyślono prof. Glińskiego, ale internet się oburzył i z pomysłu zrezygnowano. Jak to napisał pewien publicysta: "Kłamstwo założycielskie [że to Gliński, a nie Szydło zostanie premierem] byłoby nie do przełknięcia".

Ale także, jak to mówią, przeczołgano Szydło, żeby znała swoje miejsce.
Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej