Potem swoje stanowisko złagodzili i uznali, że tylko ludowcy zostaną pominięci, a ugrupowanie Ryszarda Petru będzie miało jednak swojego przedstawiciela w Prezydium Sejmu. Opozycja jest oburzona, uważa, że PiS wprowadza złe praktyki.

Owszem, nie ma twardej reguły, iż każdy klub ma swego wicemarszałka, na przykład w 2001 r. PiS go nie miał, dopiero w trakcie kadencji tę funkcję objął Kazimierz Michał Ujazdowski.

Niemniej w czasie trzech ostatnich kadencji taki zwyczaj był respektowany. Niektórzy politycy prawicy przypominają, że ugrupowania Zbigniewa Ziobry i Jarosława Gowina swojego wicemarszałka nie miały. Ale tu chodzi o zwyczaj stosowany na początku kadencji. A jeśli jakieś kluby potem się dzielą i posłowie zmieniają barwy partyjne, to potem nie mogą liczyć na to, że tylko dlatego, iż się im odmieniło, trzeba będzie robić rewolucję personalną we władzach parlamentu.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej