Nikt bowiem nie ma wątpliwości, że w Platformie buzuje od nabrzmiałych żalów, pretensji, chęci rozliczania za swoje i nie swoje winy, za złą kampanię. Emocje są na tyle duże, że nikt już nie udaje, że partia jest "jak jedna pięść".

Ci, którzy dotąd siedzieli cicho, nagle poczuli przypływ odwagi i publicznie nie szczędzą sobie złośliwości. To dla opozycyjnej partii droga donikąd. Platforma musi wypracować formułę bycia w opozycji, co nie będzie łatwe po ośmiu latach rządzenia. No i nikt już nie spaja partii tak jak Donald Tusk.

Dlatego dziś Platformie potrzebna jest mądrze wypracowana strategia, w tym także strategia wyboru nowego przywódcy. Wybór lidera powinien nastąpić szybko, przed remanentem w kołach, powiatach itd. Inaczej aspirujący do przywództwa będą miesiącami się podgryzać, partia będzie się zajmować sama sobą i bezpowrotnie straci szansę na zostanie liderem opozycji. Chyba że państwo z Platformy już ten tytuł oddali walkowerem. Ale jeśli nie, to lepiej od razu wybrać przywódcę, który wyznaczy partii nowe zadania. I może to być Ewa Kopacz albo Grzegorz Schetyna. Ktoś, kto teraz, po porażce, uzyska mandat do przywództwa.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej