Polityczny rollercoaster przeplata przerażenie z ulgą. Jest to może zabawne, ale wielkiego sensu nie ma. Bo jakiekolwiek nazwiska padną na medialnej giełdzie czy w sejmowych głosowaniach, jakiekolwiek znajdą się na liście prezydenckich nominacji, a nawet niezależnie od tego, kto ostatecznie zasiądzie w gabinetach ministrów - to i tak "minister" będzie jeden. Premierem będzie Jarosław Kaczyński, szefem MSZ - Jarosław Kaczyński, ministrem finansów - Jarosław Kaczyński, ministrem rolnictwa - Jarosław Kaczyński. Ministrem sportu, energetyki, spraw wewnętrznych, edukacji, nauki, marszałkiem Sejmu i Senatu, prezesem Kompanii Węglowej i szefem ABW też będzie Jarosław Kaczyński kryjący się za różnymi twarzami i występujący pod różnymi nazwiskami. Tak sobie wybraliśmy i tak będziemy mieli.

Jarosław Kaczyński w różnych swoich fazach jest bardziej różnorodny niż opcje sprawowania urzędów i funkcji przez rozmaite osoby, którym prezes może je powierzyć. To, kto jaką rolę od prezesa otrzyma, jest oczywiście ważne dla tych, którzy je otrzymają, i dla ich przyjaciół lub politycznych klientów, ale dla większości z nas to nie jest istotne.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej