Jeśli Platforma ciągle chce być poważną alternatywą dla PiS, to powinna jak najszybciej wyciągnąć wnioski z przegranej i zrobić nowe otwarcie. Ciągnące się tygodniami dyskusje o tym, kto bardziej zawinił, rozdrapywanie ran i publiczne pranie brudów zepchną partię do defensywy.

Test potencjału rządzących to pierwsze sto dni, podobnie pierwsze miesiące będą testem dla opozycji. To one zdecydują, kto stanie na czele obozu anty-PiS.

Platforma wciąż ma szansę być jego liderem. Jako partia przywiązana do wolności obywatelskich i demokratycznych standardów może patrzeć PiS na ręce i rozliczać z obietnic. Ale musi się pozbierać i pójść do przodu. Dlatego wybory przewodniczącego powinny się odbyć jak najszybciej.

Premier Ewa Kopacz, która została wskazana na stanowisko p.o. szefa Platformy przez Donalda Tuska, musi się zweryfikować. Po przegranych wyborach to jest standard w demokracji. Nie ma się co oglądać na Jarosława Kaczyńskiego, który zanim doprowadził do podwójnej wygranej w tym roku, rządził PiS pomimo siedmiu przegranych. Bez wygranej w wewnętrznych wyborach mandat Kopacz ciągle będzie w partii podważany.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej