Na PiS głosowało 37,6 proc. wyborców. Na PO i Nowoczesną razem - 31,7 proc. Wynik tych dwóch partii trzeba zsumować, bo dla swoich wyborców Nowoczesna to taka "prawdziwsza" Platforma, wierna rynkowym i reformatorskim ideałom, które przyświecały ojcom założycielom III RP, a które przywódcy PO stracili z oczu, rozpętując antyreformatorską awanturę wokół OFE.

Tak więc obóz IV RP zwyciężył nad obozem III RP różnicą niespełna 6 pkt proc. głosów. Wahadło przez dwie kadencje wychylone w jedną stronę teraz przeskoczyło na drugą, ale niezbyt daleko. To nie jest ani oszałamiające zwycięstwo jednych, ani druzgocąca klęska drugich. I dobrze by było, gdyby wszyscy w pełni zdawali sobie z tego sprawę. A zwłaszcza wygrani.

W pierwszych wypowiedziach po ogłoszeniu wyników liderzy PiS starali się zachowywać powściągliwie i unikali triumfalizmu. "Nie będziemy dążyć do zemsty" - deklarował Jarosław Kaczyński. "Trzeba iść wspólną drogą. Łączyć, a nie dzielić" - wtórowała mu Beata Szydło. To dobra zapowiedź. Pytanie tylko, czy zostanie zrealizowana.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej