Po raz pierwszy również w tych wyborach w tak silny sposób został zakwestionowany prozachodni i demokratyczny model rozwoju Polski zarysowany w 1989 roku. Świadczy o tym nie tylko sama wygrana PiS, ale też dobry wynik populistycznego i antyestablishmentowego ruchu Kukiza oraz słabość lewicy.

Zważywszy na to, że kandydat PiS Andrzej Duda wygrał wybory prezydenckie i w trakcie kampanii jedynie lekko maskował swoje preferencje, od listopada Prawo i Sprawiedliwość bierze pełną odpowiedzialność za kraj.

Tym razem jej prezes Jarosław Kaczyński nie będzie już mógł tłumaczyć swoich politycznych porażek tym, że musiał wchodzić w koalicje z osobami "marnej reputacji". Ma w rękach niemal wszystkie narzędzia do rządzenia. Może decydować, kto będzie premierem, może wpływać na postawę prezydenta, którego wykreował niemal z niczego. Może udawać, że nie ponosi za to odpowiedzialności, uchylając się od sprawowania funkcji publicznych, które wiążą się z odpowiedzialnością. Jednak od dziś centrum polityczne państwa przenosi się z rządowego budynku przy Alejach Ujazdowskich i z Pałacu Prezydenckiego w kierunku willi na Żoliborzu.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej