A to właśnie trwała zmiana ustroju Polski - naruszenie trójpodziału władzy - jest głównym celem PiS i największym niebezpieczeństwem dla demokracji.

Platforma przegrała z kretesem. Zużyło ją osiem lat rządzenia. Od afery podsłuchowej, która podmyła fundamenty partii rządzącej, poprzez fatalną przegraną Bronisława Komorowskiego, PO była w odwrocie. Bez mocnego lidera, bez planu, bez woli walki. Jedyną osobą, której naprawdę zależało, była premier Ewa Kopacz.

Podziwiany na świecie sukces ostatnich ośmiu lat wyrażony w twardych danych - rosnącej płacy minimalnej, PKB, malejącym bezrobociu - okazał się bez znaczenia. Wobec emocji liczby są bezradne.

Ludzie widzą, że Polska nie jest w ruinie, ale chcą "zmiany", cokolwiek to znaczy. PO zapłaciła też cenę za podniesienie wieku emerytalnego - reformę konieczną, ale politycznie kosztowną. Fatalna jest klęska lewicy, bo bez niej ten Sejm nie będzie reprezentatywny. To jak rok 1993, gdy zabrakło w nim prawicy.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej